Wady i zalety kosmetyków DIY

Ostatnio kosmetyki „własnej roboty” chyba wracają do łask. W każdym razie coraz częściej słyszę, że ktoś sam „kręci” swoje kremy itp. Ja przygodę z kosmetykami DIY zaczęłam dekadę temu. Bywały dni, że lubiłam się z nimi bardziej, bywało, że mniej, ale towarzyszyły mi w jakimś zakresie przez cały ten czas. Chociaż dzisiaj jestem gorącym zwolennikiem własnoręcznie robionych kosmetyków, dostrzegam też ich wady, co mnie skłoniło do tego małego zestawienia plusów i minusów.

Jak to się zaczyna?

Po co w ogóle robimy własne kosmetyki?

  • Ze względów zdrowotnych. Chcemy wiedzieć, co kładziemy na skórę, bo okazuje się, że składniki wchłaniają się do organizmu, a z czasem kumulują, więc w dłuższym okresie nie jest obojętne, jakie substancje aplikujemy. Sprawdzanie działania każdego składnika gotowych kosmetyków dostępnych na rynku jest czasochłonne (składy potrafią być naprawdę dłuuuuugie) i obarczone ryzykiem, że nie dotrzemy do prawdziwych informacji (niektóre substancje są mało popularne i trudno coś wyczytać na ich temat, nie wszystkie informacje w Internecie są prawdziwe itd.).
  • Dla dobra planety. Mamy kryzys klimatyczny, a konkretnych rozwiązań systemowych ani widu, ani słychu. Proces produkcji jest poza naszą bezpośrednią strefą kontroli. Nie mamy wpływu na to, ile producent zużywa wody, jakich opakowań używa, czy testuje na zwierzętach… Chcemy wziąć sprawy w swoje ręce.
  • Ze względów finansowych. Koszty produkcji, marża – jeśli chcemy skorzystać z owoców czyjejś pracy, musimy za to dodatkowo zapłacić. To dlatego własnoręcznie robione kosmetyki z reguły równają się znacznym oszczędnościom.
  • Skuteczność naturalnych składników. Okazuje się, że tworzone w laboratoriach nowe substancje, które miały nas oczarować działaniem, w porównaniu do naturalnych składników nie zawsze wypadają korzystnie. Czasem są po prostu substytutami, zdarza się, że są mniej skuteczne, niebezpieczne itd.
  • Nieufność w stosunku do producentów. Niedawno na YouTube zawrzało z powodu filmów Kacper Beauty Vlog. Kacper wypowiada się na temat składów kosmetyków. W konsekwencji ma wielu przeciwników m.in. wśród producentów tychże. Ja nie chcę się tutaj opowiadać po którejś ze stron (zdaje się, że będzie nawet proces sądowy pomiędzy Kacprem, a grupą producentów). W każdym razie Kacper mówi o tym, że niektóre składniki tylko pozornie działają na naszą skórę, np. zostawiają powłokę, która imituje nawilżenie skóry. Tak naprawdę skóra nadal jest wysuszona, tylko my przestajemy to widzieć. Mówi też o nieprzemyślanych składach, gdzie np. jedne substancje blokują działanie innych. Kto wie – może to prawda?

Jak to się robi?

Sęk w tym, że nie potrzeba specjalnej wiedzy, żeby wykonać kosmetyk własnoręcznie. Sprawa wygląda mniej więcej tak jak z przepisami kuchennymi. Wpisujemy w wyszukiwarkę „balsam do ciała DIY”, czy cokolwiek chcielibyśmy zrobić i voila! Teraz podążamy za przepisem i tyle.

To jakie są te wady?

  • Na początku wcale nie jest tak tanio. Oliwa, masło shea, olej jojoba itd. – naturalnie nie znaczy najtaniej. Trzeba podkreślić, że początkowy wydatek wynagrodzi wydajność składników i w konsekwencji zakup nam się opłaci. Ale na początku możemy trochę kręcić nosem, że trzeba jeszcze dokupić to, czy tamto, bo nam brakuje do przepisu.
  • Miejsce. Te wszystkie składniki, często kupowane w większych opakowaniach, bo tak było bardziej ekonomicznie, gdzieś teraz trzeba trzymać. To może się okazać wyzwaniem, np. ja specjalnie wygospodarowałam do tego celu półkę w szafie w przedpokoju, bo nie było szans, aby zmieścić wszystkie produkty w szafce w łazience.
  • Problem z pojemniczkami. Tak jak kiedyś miałam nadmiar pustych opakowań po kupnych kosmetykach, tak teraz czasem brakuje mi pojemniczków, do których mogłabym nałożyć zrobiony przez siebie kosmetyk.
  • Wygodnie/niewygodnie. Bywa, że domowy kosmetyk ma zupełnie inną konsystencję, niż ta, do której jesteśmy przyzwyczajeni, np. dezodorant w kremie, szampon o wodnistej konsystencji. Zwykle z czasem nowy sposób aplikacji staje się naturalny i nie wyobrażamy sobie powrotu do poprzedniej wersji, ale bywa, że tak się nie dzieje i nam on po prostu nie podchodzi.
  • Data ważności. Z mojego doświadczenia wynika, że osoby publikujące przepisy na kosmetyki DIY podają ostrożną wersję daty ważności, tzn. kosmetyk nie psuje się jeszcze długo po terminie, ale jednak tej daty trzeba pilnować (to nie jest tak, że krem DIY bez konserwantów wytrzyma rok, czy kilka lat).
  • Uczulenia. Kosmetyki robione w domu też mogą nam zaszkodzić, jeśli okaże się, że jesteśmy uczuleni na któryś ze składników.

Zauważyliście, że wcale nie wymieniłam czasu przygotowania jako wady kosmetyków DIY? Według mnie samo robienie kosmetyku, można uznać i za wadę, i za zaletę – zależy, czy lubimy wykonywać tę czynność (podobnie jak z gotowaniem). A czy mniej czasu zajmie nam zrobienie kremu, czy kupienie go w sklepie? Znowu: to zależy. Jak długo zastanawiamy się przed zakupem? Czy robimy research? Czy w sklepie jest kolejka? Czy były korki? Itd.

Wspomniałam na początku, że jestem gorącym zwolennikiem kosmetyków DIY. Przede wszystkim za ich skuteczność. Nie znam lepszego kremu do stóp, niż masło shea, nie wrócę do kupnych balsamów, bo domowy jest skuteczniejszy, no i wreszcie dezodorant nie niszczy mi białych koszulek…

2 myśli na temat “Wady i zalety kosmetyków DIY

  1. Dobry tekst. Ciągle nie mam odwagi zacząć, choć kupuję odp. dla mojej cery olejki w Ecospa.pl (trochę jest tam za drogo) – zachęcają do DIY, Można kupić różne składniki, ale… nie wiem 😉
    Pozdrawiam

    Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s