Pierwszy kwartał bez zakupów – co sobie teraz myślę?

Wiedzieliście, że Ministerstwo Inwestycji i Rozwoju podpisało się pod broszurą „Odpowiedzialny Konsument”, gdzie m.in. możemy przeczytać: „Odpowiedzialny konsument ogranicza zużycie wody, energii, paliw, ubrań, nie wytwarza śmieci. Zwraca uwagę na warunki pracy i godne wynagrodzenie wytwórców żywności i produktów przemysłowych.” ? To tak na marginesie, broszurę możecie poczytać tu.

A dzisiaj chciałam się skupić na wyzwaniu „Rok bez zakupów”. Założenie mniej więcej jest takie, żeby przez 12 miesięcy nie kupować rzeczy, poza tymi, które są niezbędne do normalnego funkcjonowania. Zwłaszcza dotyczy to ubrań 😉 . Dokładny zakres próby zależy od nas, bo chodzi o ograniczenie kupowania na poziomie, który realnie jesteśmy w stanie utrzymać. Dzisiaj mija pierwszy kwartał wyzwania w moim wykonaniu.

Co mnie podkusiło?

Nie jestem tzw. maksymalistą, raczej z natury „ciągnie mnie” w stronę minimalizmu, dlatego na wyzwanie początkowo patrzyłam jak na przejaw skrajności (no bo z czego jeszcze mam rezygnować, skoro i tak nie kupuję w sposób nieprzemyślany?), ewentualnie coś dla tych z nas, którzy potrzebowaliby zakupowego detoksu w jakiejś dziedzinie. Ale:

  1. Kiedy przejrzałam rachunki za ostatni rok, okazało się, że potrafię kupić coś, co spokojnie mogłabym zastąpić sprzętami, które już w domu mam. Zauważyłam, że lubię upraszczać i usprawniać codzienne czynności, a to pociąga za sobą zakup rzeczy, które spełniałyby funkcję DOKŁADNIE tak jak bym chciała, a nie PRAWIE tak jakby mi się marzyło.
  2. W zeszłym roku poniszczyło mi się dużo ubrań, z częścią musiałam się pożegnać, bo 30 lat to nie 20 i w swoich niektórych rzeczach z czasów studiów czułam się jak w przebraniu. Sporo luk trzeba było uzupełnić. Robiłam to na wpół świadomie, tzn. wiedziałam już o tym, że sieciówki źle traktują szwaczki, więc wybierałam ubrania z drugiej ręki i polskie marki, ale nie znałam aspektu oddziaływania mody na środowisko. Gdybym zakupy robiła dzisiaj, jako bardziej świadomy konsument, na pewno kupiłabym o kilka sztuk mniej. Teraz towarzyszy mi uczucie, że wyczerpałam budżet na ubrania na jakieś dwa lata. Rok bez zakupów to taki pierwszy test mojej odporności na trendy i na to czy udało mi się mądrze stworzyć garderobę, a więc czy będzie sprawdzała się w każdych warunkach atmosferycznych i bez względu na okazję.
  3. Uruchomiła się we mnie wewnętrzna przekora. Nazywamy wyzwaniem coś, co w zasadzie jest normalne: kupowanie, gdy potrzebujemy. Chciałam sprawdzić, czy rzeczywiście poczuję się wystawiona na próbę.

Pierwsze wrażenia

Jak na razie nie ma w tym wyzwaniu dramatyzmu, tzn. nie było sytuacji, żebym musiała toczyć ze sobą walkę wewnętrzną, bo chciałam coś kupić, ale nie mogłam ze względu na „Rok bez zakupów”. Kilka miesięcy temu sądziłam, że potrzebuję parownicy do ubrań (nie lubię prasować). Teraz dzień przed tym, kiedy chcę założyć daną rzecz, skrapiam ją wodą i ładnie rozkładam, już nie mam potrzeby posiadania parownicy, zwłaszcza, że u nas w domu nie za bardzo jest gdzie ją trzymać. No, ale to dopiero pierwszy kwartał, zobaczymy jak będzie później 🙂 .

Kupowanie ubrań

Tutaj też niewiele się dzieje. Co prawda zapoznałam się z najnowszymi trendami, ale naprawdę niczego obecnie nie potrzebuję dokupować, więc nawet jeśli coś mi się podoba to myśl o efekcie przepełnionej szafy mnie przed tym skutecznie powstrzymuje.

Anulowanie subskrypcji YT

Za to tutaj się dzieje 😉 . Przestałam obserwować niektóre kanały na YouTube. Kiedy widzę nonszalancję ekologiczną (jeśli można tak powiedzieć) ze strony osób publicznych, pojawiają się w mojej głowie różne negatywne emocje. Mam też świadomość, że nasze odtworzenia i subskrypcje są głosami – pokazujemy nimi, którzy twórcy mają na nas wpływ. Dlatego wspieram osoby, jeśli ich działalność uważam za ważną albo inspirującą, a z oczywistych względów pomijam treści wywołujące we mnie negatywne emocje. Prawdopodobnie zrobiłabym to bez względu na „Rok bez zakupów”, ale chyba teraz jestem bardziej wyczulona na nieuzasadniony nadmiar 😉 .

DIY

Kolejną obserwacją jest zmiana sposobu myślenia. Chociaż wyzwanie mnie do tego nie zobowiązuje, to kiedy skończy się produkt, którego używam, zastanawiam się czy da się go zrobić ze składników, które mam w domu? Mogę go oczywiście dokupić, ale gdyby tak spróbować we własnym zakresie? Odpowiednik dezodorantu Purite robię według przepisu (tylko ja daję oliwę zamiast oleju, bo oleju nie używam), w tym tygodniu będę też testować własny balsam do ciała i zastanawiam się nad robieniem octu z ogryzków. Mi się to podoba, bo taka domowa produkcja kosmetyków daje mi satysfakcję, zwłaszcza kiedy widzę, że dzięki temu w koszu pojawia się znacząco mniej śmieci, ale wiem, że nie każdy lubi i ma czas eksperymentować. Przy okazji, znacie ten sposób na zrobienie torby ze starej koszulki? Nie trzeba umieć szyć:

Podsumowując

Nawet jeśli nie mamy szczególnie rozwiniętego nawyku nieprzemyślanych zakupów, „Rok bez zakupów” może być ciekawym doświadczeniem. Tak myślę póki co. Jest to jakaś zmiana trybu życia, do której dostosował się mój sposób myślenia i ciekawa jestem jak to się dalej potoczy.

4 myśli na temat “Pierwszy kwartał bez zakupów – co sobie teraz myślę?

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s